niedziela, 16 października 2016

Slow life w fińskim wydaniu, czyli mökki na odludziu



Wielokrotnie pisałam już o fińskiej tradycji spędzania wolnego czasu, urlopów, a nawet świąt w domkach letniskowych rozsianych w lasach  w całym kraju, ale napiszę jeszcze raz ;) . Według oficjalnych statystyk w 2015 roku w Finlandii było 501 600 domków, biorąc pod uwagę, że Finlandię zamieszkuje 5,5mln mieszkańców, jest to raczej imponująca liczba.
Cisza, spokój, natura i saunowanie to zdecydowanie jedne z największych zalet spędzania wolnego czasu w mökki.





Mökki, czyli domek 'letniskowy', nie jest to być może najlepsze tłumaczennie, ale żadne lepsze określenie nie przychodzi mi do głowy. Do kategorii mökki, zaliczamy wszystkie domki, w których nie mieszka się przez cały rok, od tych bez elektryczności i bieżącej wody, przez mummonmökki (domek babci), do supernowoczesnych z wszelkimi wygodami i luksusami. Wypróbowałam wszystkie, moim ulubionym był domek położony na niewielkim wzniesieniu, z przpięknym widokiem na wielkie jezioro, z elektrycznością, ale bez bieżącej wody i z wychodkiem na zewnątrz, kilka kilometrów od najbliższej wioski, chociaż sąsiadujące domki były blisko. Niestety już go nie ma. Teraz jesteśmy w domku, który ma elekrtyczność, wodę, toaletę, a nawet ogrzewanie podłogowe na parterze, jest w odległości około 10km od najbliższej wioski. Sąsiadów również brak, w najbliższej okolicy nie ma nawet innych domków. Zupełna cisza i spokój, można nawet usłyszeć spadające liście. Fiński raj!


Kamienna piwniczka ukryta w lesie

Przyjechaliśmy tutaj wieczorem, więc nawet nie widzieliśmy jaki mamy widok z okna, rano okazało się że jest bardzo ładnie, a jezioro znajduje się bliżej niż myśleliśmy,bo jedynie 20m od domku. Ta oaza ciszy i spokoju znajduje się w odległości zaledwie 100km od Helsinek. Dojazd też był szybki, jedynie ostatnie 5km to leśna droga bez asfaltu.





Finowie uwielbiają spędzać czas w mökki, zbierając jagody, grzyby, łowiąc ryby, czy nawet polując. My tym razem zwyczajnie odpoczywamy, jemy pyszne jesienne dania - owsianko-żytniankę z kardamonem oraz zapiekaną dynię piżmową z papryką, z chili i serem feta. 




Warto dodać, że spędzanie czasu w domkach nie jest domeną mieszkańców dużych miast, nawet osoby mieszkające na wsi mają swoje domki. To jest zwyczajnie narodowa tradycja. Ponieważ my nie mamy naszego domku, najczęściej wynajmujemy, nie możemy się zdecydować czy chcemy...




Sezon na spędzanie czasu w domkach letniskowych przypada zdecydowanie na miesiące letnie, ja chyba najbardziej lubię jesienią- bez komarów, os i różnych innych robaków.
Finowie dzielą się na dwie grupy- zwolenników domków nad brzegiem morza, oraz zwolenników domków nad jeziorem. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy ;)
Zapytałam kilku znajomych z czym kojarzy im się słowo mökki, oto najczęściej pojawiające się odpowiedzi:
kesä - lato
ranta - plaża
sauna
makkara - kiełbasa (nie wdawajmy się w szczegóły ;) )
nuotio/avotuli – ognisko/otwarty ogień
vene - łódź
kalastaminen – łowienie ryb
hyttyset  - komary



Mökki kojarzy się równnież z pracą, którą trzeba wykonać w domku i jego otoczeniu, czyli w sezonie letnim malowanie, na wiosnę sprzątanie, dodatkowo wszelkie prace ogrodowe właściwie przez cały rok, do tego rąbanie drewna i zabezpieczenie domku na zimę, jeżeli nie jest wtedy użytkowany. Prawdziwa fińska babcia kiedy spełni już wszystkie inne obowiązki, bierze druty, włóczkę i zaczyna robić skarpety na zimę, lub takie piękne podkładki pod gorące naczynia. 


Jeżeli wybieracie się do Finlandii i chcecie odpocząć, polecam mökki- bardzo!



PS właściciel domku ostrzegał nas, żeby jechać uważnie, ponieważ w lesie jest dużo jeleni, dobra, pomyśleliśmy - jak to w lesie. Jelenie i sarny przychodzą nad to małe jeziorko bardzo często, o czym mogliśmy się przekonać czytając Księgę Gości. Ku naszemu wielkiemu rozczarowaniu, ani jeden jeleń, ani sarna nie chcieli nas odwiedzić. Z drugiej strony wcale się nie dziwię, mój trzylatek działał jak niezły odstraszacz na wszelką zwierzynę. Stojąc na tarasie krzyczał "hiljaaaaaa!" co oznacza cisza, spokój.  Ale kiedy już wyjeżdżaliśmy, udało nam się zobaczyć trzy, potem kolejne dwa, potem czternaście, ogólnie do momentu wyjechania na większą drogę, z tych jeleni i saren zrobiło się całkiem niezłe stado, pewnie ponad 30.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz